Drożej u rejenta

November 6th, 2001

Od 26 października wzrosły stawki notarialne. Czy państwo zrobiło kolejny prezent osobom, które przecież prowadzą prywatną działalność gospodarczą? – Mówi się tylko o podwyżkach, ale niektóre stawki zostały także obniżone – mówi Władysław Knuplerz, prezes Rady Izby Notarialnej w Krakowie.

Jedną z ostatnich decyzji byłego ministra Stanisława Iwanickiego (który także jest notariuszem), było rozporządzenie dotyczące podwyższenia taks notarialnych. Podane w rozporządzeniu stawki są maksymalnymi, a ostateczna suma zależy od umowy z konkretnym notariuszem.

- Taksa nie wzrastała od 1991 r., a inflacja nie była przecież zerowa – przypomina Władysław Knuplerz, który odpiera zarzuty, że stawki notarialne są zbyt wysokie. Uważa, że wiele osób patrzy na opłaty notarialne przez wszystkie należności, jakie płaci się u notariuszy. A pobierają oni także opłaty sądowe. I tak np. od kwoty 100 tys. zł, opłata sądowa wynosi 1320 zł, a notarialna 1300 zł. Od tej ostatniej notariusze płacą 42 proc. podatku. – Opłaty sądowe pobieramy w imieniu państwa, przelewany je na własne konto, a dopiero potem na konto izb skarbowych. Za przelewy płacimy sami – mówi prezes Knuplerz. Dodaje, że dawniej opłata do 400 zł wolna była od podatku VAT. Dziś trzeba go zapłacić od każdej sumy.

W nowym rozporządzeniu istnieje możliwość negocjowania stawek w pewnych granicach. – Nie jestem do końca zadowolony z nowych przepisów – mówi prezes. Jego zdaniem stawki powinny być mniejsze, ale stałe – twierdzi.

Przypomina, że rozporządzenie wprowadziło także obniżkę stawek od: * ustanowienia hipoteki przy kredytach na budowę mieszkania * kupna domu i mieszkania.

Władysław Knuplerz zaprzecza pogłoskom o nadmiernych zarobkach notariuszy. Są one oczywiście większe w Warszawie, częściowo w Krakowie (działa tu 53 notariuszy), ale w małych miastach nie są one duże. Według prezesa, przeciętna w Krakowie to ok. 5 tys. zł czystego zysku. – Trzeba pamiętać, że notariusz musi ubezpieczyć swoją działalność, a koszty tego nie są małe. Za swój błąd odpowiadamy całym swoim majątkiem – dodaje prezes.

- Każda podwyżka taks notarialnych to także dodatkowe pieniądze do budżetu – przypomina Władysław Knuplerz, który uważa, że sprywatyzowanie usług notarialnych przyniosło państwu same zyski: zwolniły się państwowe etaty, powstały kancelarie, które zatrudniają pracowników, notariusze wykonują zadania państwa, a z taks, które pobierają, odprowadzają spory podatek. – W państwowych biurach notarialnych pobierano taksę w wysokości 3 proc., a po prywatyzacji obniżono ją o jedną czwartą – dodaje prezes Knuplerz.

Maksymalne stawki notarialne:

* przy transakcji wartości do 5 000 zł – 200 zł,

* powyżej 5 000 do 15 000 zł – 200 zł + 3 proc. od nadwyżki powyżej 5000 zł,

* powyżej 15 000 do 30 000 zł – 500 zł + 2 proc. od nadwyżki poniżej 15 000 zł,

* powyżej 30 000 do 60 000 zł – 800 zł + 1 proc. od nadwyżki poniżej 30 000 zł,

* powyżej 60 000 do 1 000 000 zł – 1 100 zł + 0,5 proc. od nadwyżki powyżej 60 000 zł.

Autor artykułu: mk

W krainie krasnali

November 6th, 2001

Amelia – tytułowa bohaterka niezwykłego filmu wyświetlanego na naszych ekranach chce, żeby wszystkim było dobrze. Pomaga się zakochiwać w sobie znajomym, nieszczęśliwej kobiecie podrzuca list miłosny od męża, a swojego zgorzkniałego ojca prowokuje do podróży, zabierając mu krasnala ogrodowego, i przysyłając pocztówki z różnych miejsc na świecie z wizerunkiem ulubieńca. Gdyby dobrotliwa Amelia trafiła do Teatru Bagatela na premierę ,Absolwenta”, bardzo musiałaby się nagłowić, jak pomóc ludziom, którzy przygotowali to dzieło, znane notabene z kultowego filmu Mike Nicholsa.

Pewnie zaczęłaby od reżysera, czyli od osoby odpowiedzialnej za wszystko w teatrze – w tym wypadku Piotra Łazarkiewicza. Może nie poobcinałaby mu sznurowadeł, tak jak złośliwemu sprzedawcy warzyw, ale na pewno podrzuciłaby mu naostrzone nożyczki, żeby miał czym pociąć scenariusz, w którym co druga scena prosi się o wyrzucenie, gdyż nie wnosi nic nowego i jest powtarzaniem w kółko tego samego.

Potem, mająca dobre serce Amelia, przespacerowałaby się do pierwszej z brzegu wypożyczalni wideo i podrzuciłaby mu – tak jak to zrobiła w wypadku malarza o szklanych kościach – kasetę z filmem ,Absolwent”. Wtedy pewnie reżyser mógłby naocznie uświadomić sobie i aktorom, że nie grają historii o rozwydrzonym, niedojrzałym pajacu, którego zaciąga do łóżka rycząca, niezaspokojona seksualnie ,czterdziestka”. Oczywiście, że grający Benjamina Marcin Kobierski, nie jest Dustinem Hoffmanem i nikt o to nie ma do niego pretensji, ale gdyby obejrzał film, może dotarłoby do niego, że nie gra lekko niedorozwiniętego umysłowo chłopaka, tylko wrażliwego młodzieńca, buntującego się przeciw światu dorosłych. No i przede wszystkim musi dać jakiś powód pani Robinson, tu Katarzynie Gniewkowskiej, by miała ochotę się z nim przespać. W filmie wszystko dzieje się w kontekście hipisowskiej rewolty, co dodaje smaczku obrazowi, w przeciwieństwie do krakowskiego ,Absolwenta”, który rozgrywany jest niby współcześnie (komputer w pokoju Beniajmina), choć w kostiumach z lat 70-tych).

Ale jeżeli chodzi o scenografię i kostiumy autorstwa Joanny Schoen, myślę, że Amelia nie zrobiłaby nic i to nie dlatego, że się już nic zrobić nie da, ale z bardzo prostego powodu, iż lubi swojego krasnala. A ogrodowy krasnal poczułby się naprawdę dobrze w świecie stworzonym na scenie Bagateli. Jego smakowi i gustowi odpowiadałyby ulubione kolory pani scenograf łączące w sobie ostry fiolet z niebieskim i odrobiną wpadającego w wiśnię różu w futerku zdobiącym pantofle Pani Braddock, do których chętnie by się przytulił. Krasnal byłby w swoim żywiole, gdyby mógł odpocząć przy basenie, który symbolizowały na scenie niebieskie choinkowe światełka.

Amelia jest wrażliwą dziewczyną, więc żal by się jej zrobiło tylko Urszuli Grabowskiej, czyli Elaine Robinson. Dziewczyny pewnie by się szybko zaprzyjaźniły, a Amelia zaproponowałaby jej ucieczkę z tego świata, w którym tylko krasnale ogrodowe mogą czuć się dobrze.

Autor artykułu: Magda Huzarska

Lepiej rządzić niż decydować

November 5th, 2001

Ludowcy spotkali się wczoraj w Wierzchosławicach nad grobem Wincentego Witosa, przedwojennego premiera i twórcy ruchu ludowego. Co roku w listopadzie organizowane są Zaduszki Witosowe.

W tym roku z wieńcami na grób swojego przywódcy przyjechali świeżo upieczeni ministrowie: wicepremier, minister rolnictwa Jarosław Kalinowski i podsekretarz stanu w ministerstwie spraw wewnętrznych Zenon Kosiniak-Kamysz.

Pojawił się też prezes Polskiego Radia Ryszard Miazek. Wieńce składali również parlamentarzyści tarnowscy – Józef Sztorc, Wiesław Woda, Jan Kubik i lokalni działacze Polskiego Stronnictwa Ludowego. Na cmentarzu był wicewojewoda Ryszard Półtorak oraz rodzina Witosa i synowie Stanisława Mierzwy.

- Dziękujemy wam, że zwyciężyła mądrość i sięgnęliście po władzę. Wchodząc do koalicji rządzącej będziecie mieli teraz wpływ na losy polskiej wsi. Ale potrzeba wam pracy, zgody i wytrwałości, bo bez tego żadne dzieło nie jest trwałe – mówił do zebranych parlamentarzystów i ministrów Franciszek Kieć. To on po Stanisławie Mierzwie przejął organizację Zaduszek Witosowych. – Życzę wam, aby ta zgoda popłynęła od Warszawy aż do wiejskich kół Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Stronnictwo znajduje się jednak w trudnej sytuacji i zgodę, przynajmniej w Tarnowie utrzymać będzie trudno. Zaraz po uroczystościach prezes Kalinowski pojechał na spotkanie z lokalnymi zarządami PSL. Partii grozi bowiem rozbicie spowodowane krytyką kierownictwa małopolskiego PSL.
Podczas przemówienia przed kaplicą Witosa Jarosław Kalinowski nie wspominał jednak o tych wewnętrznych trudnościach.

- Staramy się odkryć przesłanie Witosa na nowo w kontekście globalizacji i integracji z Unią Europejską. Przedwojenny premier mówił o świętym prawie każdego narodu do samostanowienia i rządzenia po swojemu, u siebie – mówił wicepremier Kalinowski.

Lider stronnictwa zastanawiał się potem nad przyczyną biedy, jaka spadła na nasz naród po dwunastu latach transformacji.

- Może zabrakło wiedzy, może dobrej woli. Jedno jest pewne mieliśmy do wyboru, albo grzać ławy partii opozycyjnych, albo wziąć na siebie odpowiedzialność za losy kraju i przystąpić do koalicji – tłumaczył Jarosław Kalinowski.

Ubolewał on jeszcze nad tym, iż w kampanii wyborczej wielu wyborców dało się nabrać na skrajne hasła i życzenia różnych ugrupowań, których nie da się zrealizować.

Organizatorzy, Towarzystwo Przyjaciół Muzeum Witosa, spodziewali się, iż w Zaduszkach weźmie udział więcej ludzi.

Policzono, iż we mszy św., która odbyła się przed uroczystościami na cmentarzu, udział wzięło 114 pocztów sztandarowych.

- To w tamtym roku było więcej sztandarów, prawie sto pięćdziesiąt. Ludzie to chyba mają już dość tego wszystkiego i już nie wierzą w nic – mówił jeden z działaczy ludowych gminy Tarnów.

Zaduszki Witosowe organizowane są niemal od samej śmierci Wincentego Witosa. Pierwszy spotkania przy grobie męża stanu organizował jego najbliższy współpracownik Stanisław Mierzwa. Potem zajął się tym Franciszek Kieć i Towarzystwo Przyjaciół Muzeum Witosa w Wierzchosławicach. Na początku zaduszki ograniczały się do modlitwy nad grobem Witosa a potem wspólnych spotkań i rozmów na temat idei, którą głosił ojciec ruchu ludowego.

Autor artykułu: (KF)

Bez niespodzianek

November 5th, 2001

W Nowym Sączu rozegrano kolejne mecze Business Tennis League. Tym razem rozgrywała swoje pojedynki grupa B. Faworyci zwyciężali i na czołowych miejscach nie zaszły żadne zmiany.

Natomiast w końcowej części tabeli zespoły zamieniły się miejscami, ale o zmianie zdecydował tylko lepszy bilans pomiędzy gemami.

Na uwagę zasługuje mecz Insat – Sezam. Zespół Insatu wygrał 3:0, ale z przebiegu gry mecz nie był tak łatwy jak mogłoby się wydawać. Na dobrym poziomie stał pojedynek Ryniewicz – Pasoń zakończony po 2,5 godz. walki.

Pasoń prowadził już w trzecim secie 5:2, aby go ostatecznie przegrać w tie-break 4:7. W grupie A dokończono mecz Plus GSM – ICI Auto Color. Tak jak przewidywano zespół Plusa wykorzystał szansę i wygrywając mecz wskoczył na trzecie miejsce w tabeli grupy A.

Dokończenie meczu I kolejki:
Plus Gsm - ICI Auto Color 2:1. Szarek – Edelmuller 3:6, 7:6, 6:2, Smoter - Tatoń 4:6, 3:6,
Szarek, Smoter - Edelmuller, Tatoń 7:5, 4:6, 6:3.

Grupa B
Protect - Wikar 2:1. Pabiś -Florek 2:6, 2:6, Obrzud - Krzemień 6:1, 6:2. Pabiś, Obrzud - Florek, Krzemień 6:4, 4:6, 6:1. Ratusz - Komex 2:1.
Gąsiorowski - Michalik 6:1, 6:2. Pawnik - Dunikowski 4:6, 2:6. Gąsiorowski, Pawnik – Michalik, Dunikowski 6:2, 6:3.
Insat - Sezam 3:0. Walter - Czerwiński 6:3, 6:4. Ryniewicz - Pasoń 3:6, 6:2, 7:6 (7:4).
Walter Ryniewicz - Czerwinski Pasoń 6:3, 7:5.

Meblodom Plus – Sanitec Koło Hejan 3:0. Konstanty - Jurczak 6:4, 6:0. Gawron - Janusz 6:0, 6:0. Konstanty, Gawron - Jurczak, Janusz 6:1, 6:0.

Autor artykułu: Dariusz GRZYB

Wygodniej, bo bliżej

November 5th, 2001

Od 30 października samochody używane odprawia nie tylko Oddział Celny w Nowym Targu, ale i w Nowym Sączu.

To udogodnienie dla kierowców związane jest ze zmianą rozporządzenia. Teraz właściciele pojazdów używanych – mieszkańcy Sądecczyzny – będą mogli udać się do Oddziału Celnego bliżej swojego miejsca zamieszkania.

Autor artykułu: ASz

Całun Mądzika

November 3rd, 2001

We wtorek, o godz. 16 i 18 w sali TS ,Sokół” przy ul. Piłsudskiego 27 odbędzie się spektakl Sceny Plastycznej KUL. Jej założyciel Leszek Mądzik pokaże przedstawienie zatytułowane ,Całun”.

Mądzik jest twórcą piętnastu spektakli, a także autorem kilkunastu scenografii w teatrach Polski, Portugalii, Francji i Niemiec. Jest także profesorem Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu, wykładającym również w kilku innych szkołach artystycznych.

Wszechstronny artysta ukochał sobie teatr bez słów. Jak sam twierdzi, źródłem milczenia w jego spektaklach jest głębokie przeświadczenie, że istnieją dziedziny takiej rzeczywistości, które nie poddają się słowu. Mówiąc o nich nieuchronnie je kaleczymy i zniekształcamy. Można jednak przekazać ich głębię i prawdę, stosując odpowiednie środki artystycznego wyrazu.

Leszek Mądzik usiłuje wypowiedzieć niewypowiedzianą ludzką rzeczywistość przy pomocy światła, rytmu i nastroju. Bo to, co w nas najgłębiej i najskrzętniej ukrywane – ostateczne namiętności i stany egzystencjalne – nigdy w pełni nie dociera do świadomości i nie da się ogarnąć rozumem.

- Miłość, wiara, świętość, przerażenie, poczucie skończoności, śmierć – oto co zaludnia przestrzeń tych spektakli – napisał ich twórca.

Lubelski artysta w swym ,kosmicznym” teatrze ożywia i rehabilituje zagrzebane w pamięci stereotypy, przywracając widzom możliwość przedracjonalnego oglądu świata. Ulotne, kruche uniwersum jego widowisk kreują cienie i ruchy wysmakowanych form plastycznych, poddanych rytmowi wyznaczonemu przez muzykę. Widz pozostaje na swym miejscu ,samotny w tłumie”, jest bowiem oddzielony mrokiem

od innych widzów i od sceny. Swą wyobraźnią przedziera się przez inne wymiary rzeczywistości opanowane przez dobre i złe moce, dążąc do porozumienia się ze światem – tym na scenie i tym poza nią.

- To bardziej przeczucie niż pewność. Przeczucie i zawierzenie. Te stany kieruję do tego momentu, tej chwili, która będzie przekroczeniem progu doczesności, a wejściem w jego drugą stronę . Im więcej akceptacji tego, co teraz i dotąd, tym bardziej sięgam myślami na drugą stronę. Ten moment przejścia próbujemy objąć swoją wyobraźnią. Już teraz jest takie pragnienie zajrzenia za tę zasłonę. Nasze przeczucia mogą być tylko z tego świata, z tego padołu. Sen najbardziej blisko dotyka tego stanu przejścia. ,Śpij snem wiecznym” bądź ,zasnął w Panu”. To określenia, które wyrażają nadzieję na dalsze życie. Ten obraz to zanurzenie się w tej nadziei. To tkanina, w którą zawijamy się ufnie. Płótno, które daje ciepło, a zawinięci w nie czujemy się bezpiecznie. Choć ciało zimne – mówi o ,Całunie” Leszek Mądzik.

Autor artykułu: MSZ

Premiera w Teatrze Bagatela

November 3rd, 2001

W niedzielę w Teatrze Bagatela odbędzie się premiera spektaklu Piotra Łazarkiewicza zatytułowanego ,Absolwent”. Przedstawienie powstało na podstawie scenicznej adaptacji powieści Charles’a Webb’a, której dokonał Terry Johnson.

W 1967 roku Mike Nichols nakręcił kultowy już dzisiaj film z Dustinem Hoffmanem w roli Benjamina. Filmowa wersja opowiadała o inicjacji młodego chłopca w świat dorosłych, o seksualnej podróży młodego buntownika próbującego wyłamać się ze schematów świata, w którym panoszy się chęć zysku i pustka codziennej egzystencji. Czuło się już pierwsze oznaki kontestacji, hipisowskiego buntu i młodzieżowej rewolty końca lat sześćdziesiątych.

– Dlaczego ,Absolwent”? Dzisiaj, tu i teraz? Dlatego, że po trzydziestu latach niewiele się zmieniło. Poza tym wszystkim, co stanowi zewnętrzny wyraz formy naszego życia. Mamy za sobą szereg rewolucji obyczajowych, mass-media wielu z nas nauczyły, jak się zachować w danym momencie życia. W porządku. I co z tego? Nadal to, czego pragniemy najbardziej wiąże się z potrzebą bliskości z drugim człowiekiem. To coś, na co czekamy, nazywamy przyjaźnią, miłością, pożądaniem… Szukamy tego bez przerwy, nawet o tym nie wiedząc. Rozglądamy się dookoła wypatrując iskierki, która przeskakuje pomiędzy dwojgiem ludzi i sprawia, że dotyka ich stan łaski. Dobro i Zło naszego świata, które także jest w nas, wynika z tego szukania.

Z całego życia zapamiętamy prawdopodobnie tylko te chwile – niezależnie od tego, jak długo trwały, w których stało się właśnie to COŚ – twierdzi Piotr Łazarkiewicz.

Scenografię i kostiumy zaprojetowała Joanna Schoen, a muzykę skomponował Antoni Łazarkiewicz. W przedstawieniu występują:

Marcin Kobierski (Benjamin Braddock), Katarzyna Gniewkowska (Pani Robinson), Marek Litewka (Pan Robinson), Urszula Grabowska (Elaine Robinson), Piotr Różański (Pan Braddock), Katarzyna Litwin (Pani Braddock), Adrian Ochalik (Psychiatra, Ksiądz), Bogdan Grzybowicz (Barman), Gabriela Frycz, Katarzyna Nowak (Striptizerka).

Autor artykułu: MSZ

Pierogi ze ślimakami

November 3rd, 2001

Cudzoziemscy właściciele restauracji zgadzają się, że staje się im coraz ciaśniej w Krakowie. Zapewniają, że wszystkie luki są już wypełnione, a powstawanie nowych lokali z kuchnią narodową jest zbędne.

Tymczasem francuskich restauracji w Krakowie jest mnóstwo, już jednak z prawdziwie oryginalną kuchnią – na palcach policzyć, a z kucharzem prosto z Paryża – szkoda mówić. Właścicielka restauracji z kuchnią rosyjską – Galina Głazowa także jako jedyna prezentuje krakowianom oryginalne pierogi z mięsem, placki z kawiorem oraz herbatę z Ałtaju. Mimo, że niemal na każdym rogu można wstąpić do restauracji lub baru orientalnego – skosztować iście koreańskie, chińskie czy japońskie dania można tylko w kilku miejscach.

Formalności do przebrnięcia

- Dla otwierającego restaurację w Polsce, trudności finansowe i administracyjne są identyczne jak we Francji – zaznacza Pierre Gaillard, właściciel i zarazem szef kuchni La Fontaine. – Ceny również są podobne – w centrum Krakowa lokale są rzadkie i drogie, cena wynajmu od 100 do 250 zł za m kw na miesiąc dodaje Marta Kowalska – współwłaścicielka ,La Fontaine”.

Coroczne staranie się o zgodę na pracę (760 zł), wizę pobytową lub kartę czasowego pobytu jest dla obcokrajowca uciążliwe. Wizę na podstawie zezwolenia na pracę wystawia się w placówce dyplomatycznej poza Polską. Ceny jej są zróżnicowane w zależności, w którym kraju została wydana. – Obcokrajowiec może starać się o kartę czasowego pobytu na termin od 6 miesięcy do dwu lat. Decyzja kosztuje 300 zł, sama karta – 400 zł. Kartę pracujący cudzoziemiec może przedłużyć za 150 zł plus opłaty za kartę – informują w wydziale spraw obywatelskich.

- Założyłam kawiarnię ponad trzy lata temu. Prowadzenie restauracji nie było zbyt proste dla mnie ze względu na brak doświadczeń w tej dziedzinie. Ale nikt także nie przeszkadzał w moich poczynaniach. Wręcz zauważyłam wielkie zainteresowanie moim pomysłem. Poprowadzić zatem swój biznes cudzoziemiec może w Krakowie dosyć łatwo – dodaje Galina Głazowa – właścicielka ,Wiśniowego sadu”.

- Jeszcze kilka lat temu kuchnia orientalna była w Polsce rzadkością. A nowe w Krakowie jest przyjmowane z entuzjazmem, nawet w urzędach. Dzisiaj jednak nie radziłbym rodakom przyjeżdżać tu, aby zakładać kawiarnie azjatyckie, bo jest ich już za dużo – uważa Naranch Bymbajar z Laosu.

Miniaturki Europy i Azji

w potrawach

Bez wątpienia barszcz ukraiński będzie należycie smakował, jeśli go ugotuje Ukrainiec. Carpaccio z fileta z kaczki w stylu francuskim przyrządzi jak należy tylko kucharz z Francji, a w przyprawianiu sushi nie przesadzi tylko mieszkaniec Dalekiego Wschodu.

- Dotychczas nie tylko nadzoruję pracę w kuchni, sama mieszam na przykład ciasto na tort. Mimo że kuchnia rosyjska nie jest zbyt wyrafinowana – i tak wymaga ona rodowitego Rosjanina – podkreśla Galina Głazowa.

- To, co mnie tutaj bawi – przyznaje się kucharz z Leonu – to próba mieszania dwóch kultur kulinarnych, na przykład bigos z wędzonymi rybami lub pierogi ze ślimakami.

- Kultura gastronomiczna i godziny posiłków w Polsce powodują, że musimy być obecni w naszym lokalu ponad 12 godzin dziennie i to praktycznie przez cały tydzień. Jednak nie żałujemy naszej decyzji o zamieszkaniu w Krakowie – kwituje Pierre Gaillard.

Autor artykułu: ana

Nauczycielka w Kopydłowie

November 3rd, 2001

Za kilka dni na ekranach telewizorów pojawi się kolejny, 57 program z cyklu ,Spotkanie z Balladą”. W nim zaś zjawi się nowa nauczycielka. W jej postać wciela się Kasia Zielińska, krakowska aktorka wywodząca się ze Starego Sącza.

Kasia Zielińska o aktorstwie marzyła od dzieciństwa i była gwiazdą wszystkich artystycznych przedsięwzięć w swym Liceum Ogólnokształcącym nr 1 w Starym Sączu. Pożegnała się z tamtą szkołą wspaniałym iście rewiowym programem na studniówkowym balu swojej klasy.

Już wtedy niemalże wszystkim aktorskim poczynaniom utalentowanej Kasi z zainteresowaniem towarzyszyła ,Gazeta Krakowska”. Na łamach ,GK” znajdowało to odzwierciedlenie dość licznymi publikacjami.

Z satysfakcją ,Krakowska” informowała też o przejściu Kasi przez bardzo ostre sito egzaminów na tak wymarzoną przez nią Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Krakowie.

Teraz starosądeczanka Kasia Zielińska wkracza na ekran telewizyjny przyjęciem jednej z wiodących ról w bardzo lubianym przez widzów programie ,Spotkanie z Balladą”. Teraz w Kopydłowie to właśnie ona będzie nauczycielką.

Już na początek wprowadziła w Kopydłowie nie tylko wielkie zamieszanie, ale i wiele interesujących i bardzo pożytecznych zmian. W debiucie w wielkim sudio telewizji krakowskiej w Łęgu, przed kilkunastoma kamerami i 600 widzami znów towarzystyła Katarzynie Zielińskiej ,Gazeta Krakowska”.

Zapewniamy, że debiut jest bardzo udany, a czas spędzony przed ekranem przy oglądaniu 57 ,Spotkania z Balladą” będzie dla wszystkich telewidzów miłą i wcale nie bezmyślną rozrywką.

Autor artykułu: Stanisław ŚMIERCIAK

Malowane przestrogi

November 3rd, 2001

Dzieci i młodzież z niewielkich miejscowości nie tylko asystują rodzicom w pracach gospodarskich, ale także często czynnie w nich uczestniczą. A praca ta okazuje się nie zawsze bezpieczna, o czym przekonują statystki. Co roku na wsi wypadkom ulegają dzieci i młodzież.

- Z badań przeprowadzonych w ostatnich latach, miedzy innymi dla potrzeb KRUS, wynika, że ciągle udział nieletnich w pracach gospodarskich jest znaczący – mówi inspektor KRUS, Jacek Bulanda.

- Mimo, że od jakiegoś czasu słyszy się, że przeciążenie pracą, czy przejęcie przez dzieci poważnej części obowiązków w gospodarstwie powoduje negatywne skutki dla ich wszechstronnego rozwoju.

Jednak dla wielu mieszkańców wsi rodzinne gospodarstwo jest jedynym źródłem utrzymania, wymagającym dużych nakładów pracy. Jednak negatywnymi skutkami uczestnictwa w pracach są wypadki powodujące uszczerbek na zdrowiu, a zdarza się ich co roku dość dużo, kilkanaście w roku 1999, siedem w ubiegłym, a nawet w obecnym roku zdarzył się wypadek śmiertelny.

Limanowski Oddział KRUS, prowadząc akcję uświadamiającą zagrożenia kieruje uwagę na wiejskie placówki oświatowe. Jednym z takich sposobów jest organizowany po raz trzeci konkurs plastyczny, którego temat koncentruje się na zagrożeniach.

To najmłodsi starają się sugestywnie je przedstawić, wprowadzając wiele własnych spostrzeżeń.

W Gimnazjum nr 4 w Mszanie Górnej w konkursie wzięło udział kilkudziesięciu uczniów. Do finału zakwalifikowało się 26 prac, spośród których przedstawiciele limanowskiego Oddziału KRUS nagrodzili te wykonane przez Ewelinę Sutor, Justynę Węglarz i Joannę Jarosz. Przyznano także 20 wyróżnień.

Autor artykułu: rm